Jesień, to zdecydowanie moja ulubiona pora roku. Pewnie nie tylko moja, ogrom ludzi lubi właśnie ten okres bardziej niż lato, zima czy czas kiedy zaczynają kwiaty rosnąć. Dlaczego ją tak lubię? Bo zaczyna się chodzić we wszystkim co długie. Bez skąpych strojów kąpielowych, bez szortów i koszulek które więcej odkrywają niż zakrywają. Pod tymi długimi ubraniami jestem w stanie ukryć wszystko co jest złe na moim ciele. Mam takie wrażenie, że życie ukarało mnie ciągłym pechem tylko mam do niego jedno pytanie. Za co?
Coraz bardziej widzę jak bardzo jestem podobna do swojej mamy. Do kobiety, która obiecała, że po mnie wróci. Złamała tą obietnicę. Zostawiła mnie u mojej ciotki, która nawet nią nie jest. Powiedziała, że wróci wieczorem. Och, jaka byłam naiwna wierząc w to. Ale miałam tylko 10 lat, nie można mnie winić, prawda?
Jesteśmy jak dwie krople wody - albo byłyśmy (bo nie wiem czy nawet żyje i jak wygląda.) Od ośmiu lat nie wiem jak się ma. Od momentu kiedy zostawiła mnie u niej. I u niego. Mojego koszmaru, który co dzień staje się gorszy. Mama - nie wiem czy powinnam ją tak nazywać - zawsze powtarzała, że każdy, nawet najgorszy człowiek zasługuje na odrobinę szczęścia. Dlaczego ja go nie posiadam? Cóż, odpowiedzi na to pytanie chyba nikt nie zna.
Witaj w moim świecie kolego, jestem Venna. Ale mój do mnie Ve.